Odejście ku...
Ciekawy dokument kiedyś oglądałem... o chińsko-japońskiej tradycji opuszczania domu na starość (chyba dotyczy to głównie mężczyzn). W pewnym dojrzałym wieku, mężczyzna opuszcza swój dom, rodzinę, żonę... i wyrusza na "ostatnią" długą podróż. Po części po to, aby umrzeć.
Opuszcza dzieci - bo już dorosłe i sobie poradzą. Opuszcza żonę - bo najczęściej relacja z nią była fasadą kontynuowaną dla otoczenia (nigdy tego nie zrozumiem!).
Wyrusza w świat. Nieznany i niebezpieczny.
Osobiście mam awersję do podróży lotniczych... z wiekiem coraz bardziej uzasadnioną. Podróż to oglądanie zmieniającego się terenu i ludzi: w samolocie tego nie masz. Więc pieszo. Autokarem. Pociągiem. Morsko (chyba preferuję). Długo, uporczywie.
Moją "Wielką Podróż Grecką" odłożyłem na ponad dekadę. Teraz myśl o niej wraca, natrętnie, choć delikatnie.
Może pewnego dnia niespodziewanie wyruszę. Pomimo wszystko. Zapewne gdzieś po drodze zginę, od noża lub tonąc w głębinach Śródziemia... lub bardziej banalnie: w wyniku zatrucia, infekcji, a nawet zwykłego przeziębienia.
Słyszę czasami nawoływanie Athenoi i Korinthos. Czasami zastanawiam się, jak to wszystko zorganizować...

Komentarze
Prześlij komentarz