O demoralizującej roli chrześcijaństwa
Dzisiaj podczas spaceru naszła mnie taka refleksja (zbliżają się święta... wielu religii). Na Jezusa nie powiem złego słowa. To wybitny filozof, anarchista, rewolucjonista (we wszystkich znaczeniach). Nie o nim tu jednak będzie, a o chrześcijaństwie (różne odmiany), które jakoś nawiązuje do osoby Jezusa, ale w istocie jest zgoła czymś innym / odmiennym. Koncepcja nieskończenie miłosiernego Boga (głoszonego właśnie przez wiele odmian chrześcijaństwa) - jest demoralizująca ! Dzisiaj to sobie uświadomiłem. Tę koncepcję (nieograniczonej swobody moralnej) przejęli z chrześcijaństwa nawet ateiści. Skoro Bóg jest tak dobry, że jest w stanie przebaczyć największe przewinienia (pod pewnymi nieistotnymi warunkami) - można wszystko! Jesteś mordercą? A może ludobójcą mającym na sumieniu tysiące istnień w obozach koncentracyjnych? A może po prostu gwałcicielem dzieci? Jeśli żałujesz i wyznasz, że Kościół katolicki jest TYM JEDYNYM... masz szansę (a w zasadzie pewność) odpuszczenia grzech...