AI: Rozpoznawanie owadów
Po pierwsze, chcę się pochwalić: udało mi się zrealizować mój pierwszy projekt AI (znaczy się: mam w domu własną sztuczną inteligencję :-) ).
Po drugie, narodziło się w związku z tym parę refleksji natury społecznej. O tym, zaraz.
***
Projekt "Rozpoznawanie owadów" jest tak naprawdę na bardzo wstępnym etapie - aczkolwiek działa! Dostępny jest przez stronę internetową i pozwala rozpoznać owada na podstawie zdjęcia.
Posiada dwa ograniczenia: zdjęcia owadów muszą pochodzić z terenu Polski (ze środowiska naturalnego) i nie odnoszą się do pajęczaków i jakiś mięczaków (bo okazało się, że termin "insects" w języku angielskim nie ma tak szerokiego znaczenia, jak w języku polskim... co jest dla mnie także wartościową informacją).
Można więc przetestować to na motylach, pszczołach, muchach, chrząszczach i innych takich. Może kiedyś aplikacja będzie rozpoznawać także pająki (potrzebuję na to milion euro, sponsorzy mile widziani ;-) ).
Poza tym, niedługo utworzę też aplikację na Androida do robienia zdjęć owadów w terenie i sprawdzania ich gatunku.
Brzmi fajnie... ale teraz trochę pesymistycznych refleksji technologiczno-socjologicznych.
Ktoś może zapytać: Ale po co to, skoro Chat GPT i Copilot zrobią to lepiej?
I to jest słuszne pytanie (słuszna teza), bo zrobią bo naprawdę lepiej!
Na rynku AI jest obecnie kilku dużych graczy i każdego roku kosztuje ich to kilka miliardów dolarów. Wielu z nich planuje budowę elektrowni atomowych, które będą służyć wyłącznie do zasilania ich infrastruktury AI. Posiadają całe hektary serwerowni o wielkich mocach obliczeniowych, które non-stop trenują modele wszystkiego, co tylko można. Zatrudniają też całe zespoły najlepszych programistów na świecie.
Jak można z nimi konkurować? Nie można!
Znajomość tworzenia AI to trochę, jak znajomość budowy myśliwca F-35. Daje to satysfakcję, ale w większości przypadków do niczego ci się w życiu zawodowym nie przyda. Bądźmy szczerzy: nie zbudujesz F-35. I nie zbudujesz też konkurencyjnej AI.
Nie uruchomisz w kuchni elektrowni atomowej, a pod zlewem nie zbudujesz hektarów chłodzonych i zabezpieczonych pod ziemią serwerowni (jak to sobie wyobrażają autorzy "Pracowni AI" w Ministerstwie Edukacji). Niestety, ale raczej nie będzie to miało przełożenia na sferę biznesową (poza niektórymi niszowymi zastosowaniami).
To daje satysfakcję, bo można zrozumieć, jak to mniej więcej działa i z czym to się wiąże. Budowa niewielkiego modelu AI na dobrym komputerze (ale bez mocnej karty graficznej z CUDA) - trwa... 3 miesiące ciągłej pracy (i mama nie zapłaci za prąd! ;-) ). To otrzeźwia i urealnia marzycieli.
Serwis "Rozpoznawanie owadów" można przetestować pod adresem:
Ale tylko przez najbliższe parę dni (i to z przerwami)... chyba że znajdzie się ktoś, kto opłaci mi rachunki za prąd za cały rok (wtedy przedłużę). Niestety, ale tu znowu następuje zderzenie z rzeczywistością: nikt nie chce finansować projektów dla samej idei.


Komentarze
Prześlij komentarz